RSS
niedziela, 12 czerwca 2016

...odszedł Bułat Okudżawa. Poznawałam Jego pieśni z płyt odtwarzanych na czerwono - popielatym gramofonie Bambino, te śpiewane w oryginale i później już te tłumaczone. Zachwycona byłam i jestem. 

Trzy miłości

Pierwsza miłość z wiatrem gna, z niepokoju drży

Druga miłość życie zna i z tej pierwszej drwi
A ta trzecia jak tchórz w drzwiach przekręca klucz
I walizkę ma spakowaną już.

Pierwsza wojna - pal ją sześć, to już tyle lat
Druga wojna - jeszcze dziś, winnych szuka świat
A tej trzeciej co che przerwać nasze dni winny będziesz ty,
winna będziesz ty.

Pierwsze kłamstwo, myślisz: Ech, zażartował ktoś
Drugie kłamstwo - gorzki śmiech, śmiechu nigdy dość.
A to trzecie, gdy już przejdzie przez twój próg

Bardziej rani cię, niż na wojnie wróg.

piątek, 05 lutego 2016

Blaszane litery

 

W dalekim mieście

dziewczęta kołyszą spódnicami

całują się z chłopcami

w bramach

 

W dalekim mieście

na dachu domu

przed którym mnie całowałeś

rośnie żółty rozchodnik

 

W dalekim mieście

na cmentarzu

blaszane litery

 dzwonią twoje imię 

środa, 03 lutego 2016

... dziś właśnie przypomniała sobie Bajkę o Błękitnym Czekoladowym Małym Księciu. To bardzo długa i różnokolorowa Bajka, a oto jej fragment: 

 

... Stanął przy oknie i popatrzył na wznoszące się nowe budynki pomiędzy czerwonymi kamienicami. Jak tu smutno ... - pomyślał i zapiął rękawy koszuli. Brązowej. Miękkiej. Czekoladowej.

Kiedy szamotał się z upychaniem jej w spodnie - jej ulubione: czarne, skórzane -  podeszła i położyła głowę na jego ramieniu. Uwielbiał to uczucie. Podchodziła od tyłu, była odrobinę wyższa od niego, przytulała się i opierała głowę w tylko sobie wiadomy sposób. Czuł się wówczas taki ważny. Ważny w Jej życiu. Niewiele było takich chwil.

 

Zebrał swoje rzeczy do pamiętającej stare czasy torby i wyszedł z pokoju.

 

- Nie lubię gdy wychodzisz - usłyszał za plecami

- Pójdę już - odpowiedział.

 

Marek Jackowski śpiewał "kiedy jestem sam, przyjaciele są daleko ode mnie (...) dzisiaj noc jest czarniejsza (...) gdzie są wszystkie dziewczęta, które kiedyś kochałem (...)"... jaka stara piosenka.

 

Wstawał świt

 

Zbiegł po schodach. Owiał go styczniowy wiatr, westchnął nad mijającym czasem. Westchnął do wspomnień, do skradzionych dwóch dni ostatniego lata z nią. Owinął szyję chustą w kolorze Jej oczu i ruszył pieszo w stronę swojego domu.

 

Ona rozpoczęła wędrówkę.

 

Kuchnia, pokój, kuchnia, pokój, łazienka, pokój. Zatrzymała się przy oknie, popatrzyła na mleczarza, który przebiega podwórko. Zwid! Teraz już nikt nie rozwozi rano mleka. Nawet nie ma mleka w szklanych butelkach.

Żałosny śmiech. Potrząsnęła głową, zafalowały rudozłote włosy, obudziła myśli.

 

Znali się od zawsze. Byli Przyjaciółmi przez duże "P". Wspólnie płakali na węgierskich melodramatach, pili tanie wino z kryształowych kieliszków by przekonać się, że lepiej smakuje i sprawdzali w parku (ich Parku) czy ptaki się nie nudzą.

 

Do czasu.

 

Któregoś styczniowego ranka (tak zimnego jak ten właśnie) ona wracała z (ich!) knajpy w Jego kurtce - bo cieplej, on nie wyszedł zanim zasnęła i ranek obudził ich krzykiem oczu. Przestraszyli się swojej nagości. Jakby stłuczona została niewidoczna szyba dzieląca ich natury.

 

Już nigdy nie było tak, jak dawniej.

 

Na spacerach i w drodze do sklepu, gdziekolwiek - ich dłonie łączyły się w splocie zagubienia. Oczy niespokojnie śledziły każdy gest. Zwykła nazywać go Małym Księciem lub Czekoladowy, Ona była dla Niego Porankiem.

 

A życie wokół płynęło dalej. Jego dziewczyny zmieniały się z porami roku, ona układała swoje życie w ramy codzienności z bardzo konkretnym człowiekiem.


I tylko chwile spędzone razem miały kolor i zapach innego wymiaru ...

 

Kiedy odwróciła głowę od okna i spojrzała na pokój, który wypełniony jeszcze jego zapachem tańczył w smugach wschodzącego słońca, mleczarz jednak przebiegł podwórko. Rzeczywistość to wszak małe urojenie, taki poranek bez świtu.

Tagi: ona
17:54, mosaika
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2016

Przychodzi taki czas, że się czuje Początek. Nawet niekoniecznie Nowego, ale Oddech i Rozpieranie. I może to być najbardziej niespodziewane, albo długo wyczekiwane.

 

Mnie dopadło dziś rano. Zamiast pospać, jak lubię … podniosłam ciało z łóżka i poszłam przed siebie. Dalej niż na zwyczajnym spacerze. I pozwoliłam uszom posłuchać wiatru (tzn. nie zakładałam słuchawek, nie słuchałam muzyki ani nawet audiobooka), twarzy poczuć ostry i przejmujący wiatr, oczom skrytym za okularami przyciemnionymi odrobinę oślepnąć, dłoniom skostnieć.

 

I było właśnie tak, jak gdyby wszystko się zaczęło. Oddech. Krok. Widzenie. Zauważenie. Postrzeganie. Wąchanie. Wszystkie zmysły uruchomiły się na najwyższym stopniu wrażliwości. Pierwszy raz. Teraz. Tutaj. 

 

I niech to trwa. 

 

morze Wicklow

21:37, mosaika
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 stycznia 2016

... siedziała nocą w Jego kuchni i mówiła i słuchana była i sama słuchała ... to tak jak gdyby nagle On urzeczywistniony został. 

 

...  i jeszcze tylko winogronowych lodów smak. 


sobota, 02 stycznia 2016

Myślałam że będę mówić

 

Myślałam

Wreszcie będę mówić

 

Tyle się we mnie

Słów zebrało

 

Tyle słów

Dojrzałych i twardych

Jak ziarnka żyta

Cierpkich

Jak gruszki polne

Aksamitnych

Jak pszczoły

 

Myślałam

Dam ci te moje słowa

 

Ale kiedy otworzyłam usta

Zamknąłeś je

Swoimi wargami

 

Cofnęły się słowa moje

Schowały się we mnie

Jak ptaki lękliwe

 

Teraz

Już tylko czasem

Wyglądają oczami

 

 

Czy mogę

 

Mówisz

Słowa nie wyrażą

 

Patrzę na ciebie

Ze smutkiem

 

Ja znam słowa

Które jak atropina

Rozszerzają źrenice

I zmieniają kolor świata

 

Po nich

Nie można już odejść

 

Czy mogę dać ci siebie

Jeżeli nie umiesz powiedzieć

Co czujesz

Kiedy oddaję ci usta

 

czwartek, 31 grudnia 2015

 

  • OFLAG - M. Sadzewicz
  • NASTĘPNY DO RAJU - M. Hłasko (ponownie)
  • LISTY JAK DOTYK - J.Kuroń, G. Kuroń
  • ZIARNO PRAWDY - Z. Miłoszewski
  • GNIEW - Z. Miłoszewski
  • ŻYCIE LISTAMI PISANE - A. Stabro
  • BEZCENNY - Z. Miłoszewski
  • ZŁODZIEJE KONI - R. Grzela
  • UPIÓR MANHATTANU - F. Forsyth
  • LIRYKI NAJPIĘKNIEJSZE - E. Dickinson
  • PICASSO - H. Gidel
  • MORDESTWO ODBĘDZIE SIĘ - A. Christie
  • DOWODY NA ISTNIENIE - H. Krall
  • ALKOHOL I MUZY - S. Koper
  • ŻYCIE TOWARZYSKIE ELIT PRLu - S. Koper
  • ZAMIAST CZEKOLADY. O TYM CO NAS USZCZĘŚLIWIA - J.Oster
  • ZAPOMNIAŁAM O TOBIE - G. Szapołowska
  • DZIWNY, DZIWNY, DZIWNY - T. Lipiński
  • POLSKIE PIEKIEŁKO. OBRAZY Z ŻYCIA ELIT EMIGRACYJNYCH 1939 - 1945 - S. Koper
  • TO ZUPEŁNIE NIEPRAWDOPODOBNE - Paweł Kelner Rozwadowski (ponownie)
  • SUKI - K. Kofta
  • DOMOFON - Z.Miłoszewski
  • JEDYNE WYJŚCIE - R. Ćwirlej
  • TYRMANDOWIE. ROMANS AMERYKAŃSKI - A.Tuszyńska
  • YOKO I JOHN. DNI, KTÓRYCH NIGDY NIE ZAPOMNĘ - J. Cott
  • PODRÓŻE Z HERODOTEM - R. Kapuściński (ponownie)
  • ŁĄCZNICZKI. WSPOMNIENIA Z POWSTANIA WARSZAWSKIEGO - W. Krajewski, M. Fredro - Boniecka
  • DLA CIEBIE. WIERSZE MIŁOSNE POLSKICH POETÓW - red. J. Kapica

Dawno nie pisałam o książkach, że o konkretnych recenzjach nie wspomnę. Bywa. Taki czas widocznie. Może 2016 rok będzie bardziej łaskawy i nauczę się lepiej gospodarować daną mi przestrzenią, no bo Czasu to przecież nie ma .... 

 

Książka faworyt tego roku? YOKO I JOHN. Czytałam kilka wieczorów przed snem. No może trochę dłużej .... zasypiałam z uśmiechem na ustach i w sercu. Ta książka jest naładowana tak pozytywna energią, że aż nie umiem tego opisać. 

 Yoko i John

 

 

Nie mam w zwyczaju zapisywać noworocznych postanowień, nawet ich nie tworzę w głowie. Jedyne co muszę (muszę sama przed sobą, sama dla siebie) to mieć przygotowane na 1 dzień stycznia nowe kalendarze.

 

Oczywiście w dobie komputerowo/ laptopowo/ tabletowo/ telefonicznych organizerów, nie noszę już grubego, ciężkiego kalendarza ze sobą w każdym dniu i chwili, w torbie czy torebce (czy ja mam torebkę? Taka duża to też torebka???). Ale mam jeden na biurku. Ten najważniejszy, służący do zapisków wszelakich. Drugi w postaci dużego organizera wisi w kuchni. Codziennie pijąc poranną kawę mogę zobaczyć kto ma imieniny, urodziny, jakaż to rocznica i o kim dziś właśnie powinnam ciepło pomyśleć, zadzwonić, napisać, ewentualnie komu zapomniałam wysłać karteczkę. Zapisuję tam też zadania do wykonania, o których zazwyczaj zapominam bo jestem osobą raczej mało zorganizowaną …

 

Ale te kalendarze trzeba przygotować, wpisać wydarzenia, zanotować, oznaczyć. I tę właśnie przyjemność tradycyjnie zostawiam sobie na przedostatni wieczór w roku. Taka moja mała, świecka Tradycja.

 

Mój tegoroczny biurkowy kalendarz wygląda tak:

 

kalendarz

 

Niech się spełniają ..... marzenia :) 

piątek, 11 grudnia 2015

... uwielbia zagłębić się w samochodowy fotel (kiedy ON prowadzi auto), przymknąć powieki, nawet rozmawiać nie musi.

 

Za oknem uciekają drzewa coraz bardziej ukryte w wieczornym zaniku światła ...

 

Zatrzymał samochód, ONA otworzyła oczy z pytaniem zawieszonym na lekko sennych rzęsach -?-

 

- Spójrz, dzień się kończy. Wieczór wita nas swoimi kolorami, warto zapamiętać tak wyjątkową chwilę. Posłuchaj, znalazłem taką piosenkę, zawsze kiedy ją słyszę, myślę o Tobie ....

 

"Do you remember? ...."

 

- Nie wiem dlaczego? może przez imię bohaterki tej piosenki, może przez to, że nasze drogi tak właśnie biegną .... gubią się, odnajdują ...

 

- Nie wszystko musi być wytłumaczalne .... posłuchajmy razem, popatrzmy, kolor tego nieba zostanie w nas tak samo jak zapach tej jesieni. Gdziekolwiek będziemy - przypomni nam, że można milcząc,  jechać nad morze w październiku, tylko po to, by zatańczyć na plaży.

środa, 02 grudnia 2015

Paryż się budzi

 

Hej, tchórze, na bulwary Paryża! Chodniki

Słońce oddechem płuc swych płomiennych otarło;

Tu niegdyś tłum Barbarów przelewał się dziki,

Święte się na zachodzie miasto rozpostarło!

 

Śmiało naprzód! Już wściekłe bałwany płomieni

Nie wrócą! Oto skwery, ulice, bulwary,

Domy na tle lazuru, gdzie blask się promieni,

A wtedy - z bomb czerwone buchały pożary!

 

Nad martwymi gmachami wznieście z desek budę!

W ów dzień straszliwy - przejrzał wasz wzrok osłupiały!

Oto biódr kręcicielek sunie stadu rude:

Szalejcie! Śmieszne będą wasze dzikie szały.

 

Zgrajo suk, rozjuszona nad ścierwem! Przyzywa

Was okrzyk z domów złota! Huzia, kraść, łajdacy!

Obżerać się! Noc uciech na ulicę spływa

Głębokim spazmem: pijcie, rozpaczni pijacy!

 

Pijcie! A gdy się światłość potężna rozpali,

Grzebiąc przy was w przepychu złocistych strumieni,

Nie będziecież w szklance śliny lać, zdrętwiali,

W białe dale bezmyślnie i niemo wpatrzeni?

 

Żryjcie! Na cześć królowej o zadzie falistym!

Napawajcie się pieśnią czkawek i bełkotów!

Słuchajcie, jak się w mroku ciskają ognistym

Chmary starców, lokajów, ochrypłych idiotów!

 

Zgrajo z sercem niechlujnym i potwornym pyskiem,

Puśćcie cuchnące gęby w ruch, a silnie, dziko!

Dawać dla tych zdrętwialców wina! Grzęzawiskiem

Hańby są brzuchy wasze, o zwycięska kliko!

 

Wzdychajcie mdłość wspaniałą, win zawrotne wonie,

Moczcie gardziele w trucizn okrutnych krynicy;

Na karki wasze kłoniąc skrzyżowane dłonie,

Poeta wam powiada: Szalejcie, nędznicy!

 

W brzuchu kobiety z pasją szperając ohydną,

Boicież się, że zadrga jeszcze kurczem żywym,

Co krzyczy, dusząc waszą czeredę bezwstydną

Na swej piersi ogromnej w ucisku straszliwym?

 

Syfilitycy, błaźni, brzuchomówcy, gachy,

Cóż dla Paryża-dziewki ten cały kram znaczy?

Wasze ciała i dusze, trucizny i łachy!...

Otrząśnie się z was, zgnilców i krzykaczy!

 

A gdy z jękiem na własne wyprute jelita

Padniecie przerażeni, płacząc złoto swoje,

Wypierśna nierządnica, w czerwień bitew spowita,

Z dala od was zaciśnie ciężkich pięści dwoje!

 

Paryżu! Gdy twe stopy tak gniewnie pląsały,

Gdy zniosłeś tyle ciosw, ran nożem zadanych,

Gdy leżysz z tlącą jeszcze w źrenicy zeszklałej

Resztą cichej płowych dni wiośnianych!

 

O ty miasto bolesne, stolico zamarła,

Łbem i pierśmi ciśnięta ku Przyszłości, która

Na twą bladość śmiertelną miliard wrót otwarła:

Błogosławić by mogła cię Przeszłość ponura!

 

O ciało, obudzone na nieludzki męki!

Znów wre życie potworne! I głuchną w twej głębi

Sine tętna poezji, śpiewnych wierszy dźwięki,

A miłość twą - dłoń błędna, dłoń lodowa ziębi!

 

Lecz choć zgrozą przejmuje wygląd twój okropny

I choć nigdy zielona Natura nie miała

Takiej krosty na sobie cuchnącej i ropnej -

- Cudownie piękna jesteś, stolico wspaniała!

 

Ochrzciła cię najwyższa poezja - orkany!

Krzepią cię przeogromnych potęg zawieruchy!

Dzieło twe wre, śmierć czyha... O grodzie wybrany,

Niech wrzask i jęk wypełni serce fletni głuchej!

 

Wtedy te wycia więźniów, te okrutne śpiewki,

Płacz wyrzutków wyklętych poeta pochwyci,

Promieńmi swej miłości będzie smagał dziewki,

Strofy jego podskoczą: Tak to, tak, bandyci!

 

- Wszystko znów, proszę państwa, w porządku: znów płaczą

W dawnych zamtuzach orgie, rżąc po dawnemu,

A na murach brunatnych latarnie majaczą,

Płonąc blaskiem złowrogim ku niebu blademu.

 

/przełożył J. Tuwim

 

 

...przerzuca pogniecione kartki listów i szuka słów, w które tak bardzo chce uwierzyć.

Koperty rozsypują się niedbale, układając na parkiecie kolorowe mandale. 

I niezmiennie pisane przez Kogoś jej imię (tak, tak, tylko na tych kopertach jest "Kah") drażni rozszerzone źrenice. 

 

 

Tagi: Kah listy
00:41, mosaika
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2015

Rozstanie

 

Jest gdzieś północ której nie zobaczę 

północ świata 

i północ doby 

czas i przestrzeń spięte jedną gwiazdą 

pod którą tylko 

śmierć się urodziła 

 

zapach północy, leży w uszach zmarłych 

w nozdrzach psów pokostniałych 

na bezkresnym śniegu 

w porcelanowych medalionach dzieci 

co wreszcie są cicho 

 

a smak północy 

był na tamtej ręce 

której dotknąłem jak żelaza w mróz 

odtąd unosząc tylko pół języka 

bełkocząc odtąd

 

Pocałunek — krajobraz

 

Błądziłem lasem twoich włosów — zioła

I płacz odkryłem. I schodziłem niżej

Na białe śniegi zimowego czoła,

Gdzie płacz już umilkł, a był cień lichtarzy.

 

Potem zwiedzałem pamiątki twej twarzy,

Coraz to bliżej — i coraz to bliżej

Ust twoich dobrych uśpionego sioła:

W nim co się zdarzy — raz tylko się zdarzy.

 

I wszedłem w sioło. A była pogoda

Pod całym niebem twego podniebienia.

Gdzieś w cichym kątku umierała młoda

Wstydliwość sielska w zapachu tymianku.

 

Nagle wróciłem — i stałem na ganku.

Patrząc jak wokół krajobraz się zmienia,

Jak wschodzi pierwsza gałąź bzu w ogrodach,

I gną się rzęsy pod rosą poranku.

poniedziałek, 14 września 2015

EROTYK

 

Kocham cię ...

To proste.

I co jeszcze? - 

córka, pierwiosnki,Tatry.

Serce? -

jeszcze nieoschłe.

Byt? -

wcale niełatwy.

 

Ja dziękuję ci za wszystkie wiersze,

nawet za te, których nie będzie.

Ty jesteś, jak powietrze,

we mnie, w Tatrach, wszędzie. 

sobota, 12 września 2015

Długo zastanawiałam się czy napisać na Ten właśnie temat. Media pękają w szwach od tematu Uchodźców.  Dominuje mowa nienawiści. Jestem przerażona.

 

Bez względu na to gdzie jestem, co robię, nie potrafię pogodzić się z wrogością, wściekłością, nienawiścią.

 

Staram się zrozumieć lęk przed nieznanym, ale nigdy nie zaakceptuję sztucznych podziałów. Wszyscy jesteśmy Ludźmi. I to jest najważniejsze.

 

Coraz częściej "nie słucham, nie czytam", bo słowa ranią.

 

Otwieram szeroko oczy ze zdziwienia, że kolejna osoba, którą wydawało mi się, że znam - pluje trucicielskim jadem.

 

Kim jesteśmy? My wszyscy?

 

Nie ma "Nas"? Są Oni i My? Ja nie chcę być "My", jeśli są jacyś "Oni". Każdy! Każdy Człowiek ma prawo do godnego, spokojnego życia w Pokoju. A jeśli "ludzie ludziom zgotowali ten los", to słabszych i zranionych należy ratować. Wojna to Zło. 

 

 Tyle tylko. Nic już więcej nie napiszę na ten bolesny temat.

środa, 02 września 2015

 

Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze

Żaden szelest, co chętnie taje w niej i ginie.

Czerwieniata wiewiórka skacze po sośninie,

Żółty motyl się chwieje na złotawym koprze.

 

Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem

Z jabłoni na murawę spada jabłko białe,

Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe,

Co w ślad za nim - spóźnione - opadają potem.

 

Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady

I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,

A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,

Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

"Był koniec sierpnia. Nocami hukały sowy, a nietoperze krążyły bezszelestnie nad domem. Las pełen był szumu, morze - niepokoju. W powietrzu było oczekiwanie i smutek, a księżyc wschodził wielki i złoty. Muminek zawsze najbardziej lubił ostatnie tygodnie lata, ale nigdy dokładnie nie wiedział, dlaczego. Szum wiatru i morza był inny niż zwykle, czuło się w powietrzu odmianę, drzewa stały, jakby na coś czekając. "Tak mi się zdaje, że zdarzy się coś nadzwyczajnego" - pomyślał Muminek." /Tove Jansson, 'W Dolinie Muminków'

 

Jest koniec sierpnia. Jutro pierwszy dzień września. Września przez duże "W".

 

Wrzesień to początek. Zaostrzone ołówki, umyte okna (hmm …. nie tym razem), biurko pachnące płynem do czyszczenia  drewna. Kiedyś, dawno temu: książki i zeszyty obłożone kolorowym papierem. Nowość. Świeżość. A do tego najczęściej koniec upałów, początek kolorowych liści na drzewach i palonych ognisk w ogrodach. Zapach lekkiej zgnilizny, chłodniejsze wieczory. Wyraźniejsza granica między dniem i nocą. W kieliszku pojawia się czerwone wino zamiast bialego. Morze zmienia kolor.

 

Wrzesień to też ból. Nie da się zapomnieć tej daty - 1.IX.1939 rok. 

 

Mało pisałam ostatnimi czasy. Mało, albo nawet NIC. Wielkie nic opanowało jakoś tak różne poziomy mojego bycia. Odpuściłam? Zasnęłam? Może zwyczajnie musiałam przeczekać.

 

Wrzesień to dobry Czas. Niech więc coś się zmieni. Małymi krokami.

 

Zacznijmy od tego bloga. Pozostawię stronę z Kuchnią i z Książkami, bo to jeśli się przyłożyć - wygodny podział. Ale cała reszta zostaje zamknięta i wchodzi w skład strony głównej.

 

Zapraszam na Jesień. Bo Jesień to stan umysłu, a nie pora roku :) 

 


środa, 22 lipca 2015

Stoję na dachu bardzo wysokiego budynku. Pode mną Miasto Cieni. W moich włosach tańczy chłodny wiatr. Oczy przysłaniam dłonią, by ostre promienie szybko wschodzącego słońca nie oślepiły mnie. 

Odwracam głowę i spoglądam na cień padający opodal. To nie jestem ja.

Przeszłości - kiedy się uciszysz?

Paradoks istnienia, przemijania, rozmijania ... 

... niech będzie Czas, by siedzieć w oknie i rozmawiać o Szklanej Kuli. 

Wicklow

 

piątek, 08 maja 2015

... usiadła na brzegu odległego jeziora, najbliżej jak się dało, choć zbyt blisko możliwe to nie było.

Usiadła podwijając zieloną do ziemi spódnicę. Bose stopy dotknęły młodej, wiosennej trawy. Oczy zmrużyła, słońce ostro zaatakowało ...

Pod skórą poczuła drżenie. Czasu przeniesienie ...

Mała knajpka w mexykańskiej dzielnicy. Seniority tańczące w krwistych spódnicach.

A oni siedzą z cienkimi cygarami w ustach. Popijają tequilę i marzą o wschodzących gwiazdach.

 

... czasu oderwanie, czasu zakrzywienie ....

 

jezioro

środa, 18 marca 2015

Moje KOTKI się pokłóciły ... nawet nie pokłóciły, raczej zostały skłócone.

Bez mojej zgody, na teren Domu wtargnął (nie ze swojej winy, tylko z głupoty swojego opiekuna i z braku dostatecznej Mojej/Naszej asertywności) Kot. Kot spokojny, miły, młody, ale ... obcy! Kocice ruszyły do ataku, pogoniły gościa i ....sytuacja wydawałaby się opanowana, ale .... !!! ... kiedy Kot zniknął, Młodsza Kocica rzuciła się nagle na starszą. Koszmarne pokłady agresji, dwa złączone futra fruwające po mieszkaniu .... horror. Kiedy je rozdzieliliśmy, mieliśmy nadzieję, że Czas ukoi rany, że po kilku godzinach wszystko wróci do domowej normalności .... Myliliśmy się. Agresja między Kocicami jest i trwa. Pod czujnym okiem Przyjaznego Behawiorysty staramy się je uspokoić, wyciszyć .... niestety to bardzo trudne. Reagują na siebie ze straszną agresja i nienawiścią. Walczą o każdy skrawek podłogi .... 

Wie/MY że TO musi potrwać, ale tak trudno pogodzić się ze strachem czy agresją w oczach domowników - zwierząt, chciałoby się jak najszybciej uspokoić, utulić .... 

 

czwartek, 08 stycznia 2015

"W 1968 roku elita nasza była gotowa oddać życie za każde przedstawienie Dziadów, a w dwadzieścia dwa lata później już na Lawę mało kto przyszedł." /T. Konwicki, wywiad Andrzeja Wernera, „Kino” 1/1991

 

Przy takich pożegnaniach myśli moje uciekają daleko. Wyraźnie widzę swoje pierwsze spotkania z nazwiskiem Konwicki. Wypieki na twarzy i zaciśnięte dłonie. Kiedyś też zdarzyła się bezsilność zupełna, gdy znalazłam się w sytuacji, kiedy to nie miałam z kim wymienić myśli nagłych .... a przeczytana książka była tak dla mnie ważną, że kilka dni zwłoki w dyskusji wydawało się wiecznością. 

Zamknęły się drzwi za Człowiekiem Wielkiego Słowa. Wsłuchiwałam się dziś w wypowiedzi T.K. w programie TV z 2002 roku i myślałam tylko o jednym - kto jeszcze dziś Tak Mówi? Tak pięknie. Tak zrozumiale. Tak mądrze. 

Wielka filozofia dla mnie .... 

 

Tadeusz Konwicki

 

Odszedł Pan, Panie Tadeuszu na drugą stronę lustra, na drugą stronę ..... jeśli ona jest. Dziękuję za każde Pana słowo ...


środa, 07 stycznia 2015

... ustawiła pośrodku pokoju mały regał, zapełniła go książkami. Udaje, że jest wszystko OK.

Jest regał, są książki, będzie Czas. 

 

... żeby się upewnić jeszcze bardziej, włącza muzykę. Jej muzykę. Pośrodku nocy odpala gramofon. Buja się. W sobie w sumie bardziej niż w rzeczywistości, ale jednak. Buja. 

 

Nie jest to "noworoczne postanowienie". Ona nie spisuje postanowień w styczniu, jeśli już - to we wrześniu! Tak więc (?) co to? 

 

Wiara. 

 

Chęć Wiary?

 

Przebudzenie. Tak. Przebudzenie. 

I niech trwa! Bo duszenie w sobie wszystkiego prowadzi do "schizy". Niech się dzieje. Niech trwa. Niech płynie. Niech zwyczajnie będzie. Będzie Czas. 

 

rasta

czwartek, 18 września 2014

Bywam na pograniczu Czasu ... (?)

 

Piszę dziś, a tutaj już jutrzejsza data. 

 

Kolejny przykład na to, że Czasu nie ma. Bo czymże Jest? Umownym gestem, symbolem, czymś, a raczej niczym. 

 

Daty ... godziny ... chwile .... moja głowa wypełniona cyframi. Wciąż i wciąż uczę się, że Przeszłość już była, że Dziś to Teraz, że Ja Tutaj. Gdziekolwiek. 

 

Tagi: czas
00:49, mosaika
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 sierpnia 2014

urodził się Edward Stachura - STED. 

"Poznaliśmy się" na Warsztatach Teatralnych w Kaźmierzu, lat temu trzydzieści (około). Niestety znajomość jednostronna to jest, gdyż Stachura odszedł w 1979 roku. Ale wierna jestem do dziś; od pierwszej chwili, każdego dnia, każdej nocy, bez względu na strefę czasową, szerokość geograficzną, ustrój polityczny .... 

W taki Urodzinowy wieczór pozwolę sobie przypomnieć jeden z pierwszych tekstów Steda, który wbiłam sobie do głowy ... bliski, rytmiczny, powtarzany wielokrotnie ....

Się

Edward Stachura

 
Się patrzy w ogień zwyczajnie naturalnie, się nie tęskni, się nie dyszy w 
kosmos nieprzenikalnie, się nie lęka się poczytalnie i niepoczytalnie, się 
nie cierpi w proch ścieralnie, w ruinę, w obłęd obracalnie. 
Się zrozumiało. Się rozumie. Się za daleko szukało tej kryształowej kuli, 
co chowa odpowiedzi na dwa, trzy pytania. Na jedno pytanie. Na wszystkie 
pytania. Się jej nie tam, gdzie była szukało. Się jej nie tam, gdzie jest, 
szukało. Się jej w bezgranicznych przestworzach szukało. Daleko. Za 
daleko. O wiele za daleko. O całą odległość. O cały dystans. O cały 
kosmos. Się błądziło. Gdzie indziej ona była. Nie tam. Dużo bliżej. 
Jeszcze bliżej. Najbliżej. Tu ona była. Nie trzeba było jej szukać. Tu ona 
jest. Każda własna głowa nią jest. Własna mała biedna głowa. Już nie 
biedna. Już nie mała. Już nie własna. Już nie głowa.Otworzyła się głowa 
na oścież półkule i wyrzuciła z siebie, wydaliła wszystko, czym byłą 
nabijana zapijana zabijana przez czterdzieści lat, przez czterysrta lat, 
przez cztery tysiące lat, przez cztery miliony lat, przez cztery miliardy lat, i
zribiło się strasznie, bardzo strasznie, bardzo straszliwie, najstraszliwiej, 
przerażająco wstrząsająco zatrważająco, zamarło serce, bo zrobiło się 
pusto, całkiem pusto, wielkie spustoszenie, wielka czarna dziura- i oto 
przyszło to inne, wszystko przyszło, wszystko wszystko, bo zrobiło się dla 
tego miejsce, i to przyszło, i zmieściło się wszystko, dokładnie się 
zmieściło, wszystko się zmieściło, wszystko wszystko, to inne, to 
nieznane, to niewyobrażalne, to niewypowiedziane. 

To jest. To jest śpiew. To nie echo. To jest, ech! To się nieustannie 
staje jest. To się wciąż od nowa staje nowe jest. To jest wieść. To się 
wciąż od nowa staje nowa wieść. To nie wiersz. To nie sidła. To nie sieć. 
To poezja. To nie słowa. To nie ta mowa. Ta tu mowa- niemowa. Ta tu 
mowa- literaturowa. To nie literatura. To nie fabuła. To fabula rasa. To 
się nie da napisać. To się nie da namalować. To nie coś. To nie ktoś. To 
niezłomny los. Ciągle nowy niewymowny los niezłomny. To jest wszystko. 
To w sam raz. To jest zadość. To jest radość. To jest pełność. To jest 
całość. Cała jaskrawość. Cudne manowce. Kropka nad ypsylonem. Zjawa 
realna. To rzeczywistość. To oczywistość. To jest teraz. Wieczne teraz. To 
nie czas. Gdzie jest czas? Czy kto pyta? Nikt nie pyta. Się nie pyta. Się 
nie hałasuje. To jest śpiew. Ciszy śpiew. To nie handel. To nie klatka. To 
jest ptak. To jest fakt. To nie miraż. To nie majak. To jest hamak. To 
jest harfa. To harmonia. To porządek. To jest ład. To nie ja. Ja to jad. Ja 
to wąż. Ja to rak. Edmund Szerucki- rak. Janek Pradera- rak. Ja Michał 
Kątny- rak. Edward Stachura, który nas trzech wymyślił (on, co go 
teżwymyślono, przy jego jednocześnie niezastąpionej pomocy) - po 
trzykroć rak. Umarł rak. Umarł rak na raka. Ja umarło. Położyło sobie 
kres. Koniec biografii. Koniec bibliografii. Koniec biobibliografii. Koniec 
biobibliobleblemafii. Nie ma ja. Się jest. Się jest stanem. Nie panem. Ani 
nad innymi panem, ani sobie panem. Żadnym panem. Koniec z panem. 
Z panem amen. Się jest stanem. Się jest duch. Teraz dopiero. Nigdy 
przedtem. Przedtem się to muskało. Przedtem się o to ocierało się. 
Wtedy, kiedy nie było ja. Kiedy nie było: mój moja moje. Bardzo rzadko. 
Bardzo od czasu do czasu. W tych przerwach od czasu do czasu. W tych 
przerwach od ja do ja. Bo ja to czas. Ja to wąż. Ja to rak. Rak umarł na 
raka. Wąż umarł od własnego ukąszenia. Czas umarł na czas. Ja umarło na ja.
Nie ma ja. Się jest. Się jest się. Się jest duch. Się jest nikt.
czwartek, 14 sierpnia 2014

Pięć lat temu pisałam o Miłoszu. Dziś też .... 10 lat temu odszedł Człowiek, któremu zawdzięczam maniakalność słowa. Dużo czasu upłynęło zanim uzmysłowiłam sobie, jak wielki wpływ miał Czesław Miłosz na moje życie, postrzeganie świata, na moje wybory czytelnicze, interpretację wierszy, rozumienie słowa .... dziś wiem, że bez Jego poezji i prozy - nie byłoby mnie takiej, jaką siebie odnajduję.

Dziękuję. Jednocześnie też Przepraszam - za wczesną banicję z mojej głowy - wynikała ona z lęku. Czytałam i nie byłam pewna czy rozumiem .... bałam się posiadać tzw. własne zdanie, gdyż to zbyt Wielki Poeta był. .... Teraz wiem, że źle zaczęłam . Miłosza trzeba czytać. Trzeba słuchać. Trzeba na Niego patrzeć. Fotografie oczywiście to tylko substytut, ale ..... muszą nam wystarczyć.  

Jest piękny, sierpniowy wieczór .... noc już właściwie (wszystko zależy od szerokości geograficznej) .... z radia sączą się nokturny Chopina (niesamowite, jak wiele Jego muzyki w irlandzkiej stacji radiowej), czas na wiersz ....

 

Wypaliły się dawno świece, Justyno. 
Inni ludzie chodzą po twoich nadniemeńskich ścieżkach. A 
ja wstępuję w związek z tobą prawie miłosny, Dotykając 
twego ciężkiego, czarnego warkocza, 
Który właśnie rozpuszczasz, ważąc w dłoni 
Twoje obfite, na pewno, piersi, patrząc w lustrze 
Na twoje szare oczy i bardzo czerwone wargi. 
Jesteś duża i silna, szerokie plecy. 
Dwudziestoczteroletnia, nie lubisz kiedy mówią
Do ciebie: panienko. Sny masz wyraziste. 
Nie musisz się mnie wstydzić, jestem z tej epoki,
Która będzie nazwana bezwstydną. Pani Orzeszkowa 
Zatrzymywała pióro. Romans twój z kuzynem 
Zostawiony domysłom, krwi płynienie, 
Plamy na prześcieradle, przemilczane. 
Choć dla mnie twoja cielesność, Justyno, 
Jest ważna, masz pojawić się zupełna, 
Żeby twoja duma, gniewna prawość, 
Jaśniały zadziwiając: skąd się biorą? 
Jakie dialogi toczy ciało z duszą? 
W twoim kraju dobro i zło mierzono Mogiłą. 
Kto dochowa wierności, kto nie dochowa. 
(Inaczej, wprowadzano znaczną korekturę 
W zawsze niejasne chęci i motywy.) 
Nie da się tej powieści streścić cudzoziemcom. 
Dla nich ty jesteś jedynie dziewoja 
Równość stanową głosząca u Georges Sand. 
I oto starość, Justyno, gotowy 
Rozdział, Pani Eliza już go nie napisze. 
Urodziłaś synów i córki. Dorosły wnuki. 
Opierasz ręce na sękatym kiju, matka rodu. 
Ostatnia z twoich krewnych i rówieśnych. 
W pylnym śniegu widzisz sanie, konwój sań, 
Słyszysz krzyki żołnierzy, lament kobiet. 
I wiesz, przeczuwasz, jak wygląda koniec 
Jednej ziemskiej ojczyzny. Już nigdy echo 
Pieśni na Niemnie śpiewanej, lotów jaskółek, 
Nigdy owocobrania w zaściankowych sadach. 
Zatrzaskują się, jedna po drugiej, sztaby wagonów. 
Uwożą ciebie dawnym szlakiem w kraj mordu i mroku. 

Choć nigdy ciebie nie było, zapalmy świece 
Tutaj w pracowni, czy nawet w naszym kościele.
I wosk spływa soplami, i ludy handlują, i wieloryby pląsają koło Lahaina,
i niewdzięczne pokolenia wznoszą sobie domy,
i francuscy policjanci dostali nowe peleryny,
i słońce jeszcze raz wschodzi i...
wtorek, 13 maja 2014

 

Śniłam dziś sen.

Realistyczny.

Mężczyzna.

Na zegarze 2:30 w nocy.

Wychodzi - z ciepłego łóżka, z przytulnego domu, na deszcz. Kupuje tylko dla mnie, w środku nocy francuskie ciastko z jabłkiem.

Przebudziłam się: stoisz taki przemoczony w korytarzu, papierowa torebka zupełnie przemoczona deszczem, uśmiechasz się i sama już nie wiem czy do mnie? Do deszczu na swej twarzy czy do ciastka, które próbujesz delikatnie wyjąć z torebki?

 


02:05, mosaika
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
| < Grudzień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
O autorze
Biblioteka Kwiryny

Wypromuj również swoją stronę